Albański raj?
września 16, 2017Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze wypocząć po Grecji, a już wraz z Wojtkiem wyruszyliśmy w kolejną podróż. Tym razem za cel obraliśmy Tiranę.
Ohrid » Tirana
Z Ohridu niestety nie ma bezpośrednich połączeń do Tirany. Są za to do Durres, które od Tirany dzieli około pół godziny drogi i właśnie takie połączenie wybraliśmy. Bilet w obydwie strony kosztował nas ok. 15 euro. Z Ohridu wyruszyliśmy o 4:30, w Durres byliśmy przed 9 rano. Autobus przyjeżdża na parking przy jednym z hoteli (stamtąd również ma swój odjazd do Ohridu), z parkingu udaliśmy się na poszukiwania dworca, z którego moglibyśmy dotrzeć do Tirany. Jak się okazało znajduje się on mniej więcej 3 km dalej, w kierunku portu. Po drodze chcieliśmy wypłacić z bankomatu chociaż kilkaset leków, ale niestety żadnego bankomatu po drodze nie było.Tirana, Tirana, Tirana!
Jeżeli pierwsze co Wam przyjdzie na myśl na dworcu to wejście do budynku i sprawdzenie rozkładu jazdy bądź zapytanie w okienku o drogę, możecie się nieźle rozczarować. No chyba, że umiecie rozmawiać z pająkami, bo nikogo innego w tym budynku nie spotkacie. Na zewnątrz za to stoi multum autobusów, a jeden z panów krzyczy "Tirana! Tirana! Tirana!". Cóż było robić? Wsiedliśmy. Rozkład jazdy tego autobusu był następujący: kiedy jest pełny, odjeżdża. Na nasze szczęście panu nie robiło zbytniej różnicy to, że chcemy zapłacić w euro, zapłaciliśmy więc 1.5 euro od osoby i ruszyliśmy.Dworzec w Tiranie, który obsługuje autobusy do/z Durres, znajduje się ok. 3 km od centrum miasta. Nasz apartament znajdował się ok. 2 km od centrum miasta. Zgadnijcie, z której strony centrum. Dokładnie tak. Z przeciwnej. Czekał nas więc pięciokilometrowy spacer w trzydziestostopniowym upale. Oczywiście bez śniadania, bo w Durres nie znaleźliśmy miejsca, w którym można płacić kartą.
Lounge bar
Po krótkim spacerze, zobaczyliśmy całkiem nieźle wyglądające miejsce, w którym siedzieli ludzie pijący kawę. Moja pierwsza myśl: "Śniadanie!". No niestety, znowu pomyłka. W Albanii takich barów jest naprawdę mnóstwo i w żadnym nie znajdziecie nic do jedzenia. Mimo to wstąpiliśmy by się czegoś napić i skorzystać z WiFi.Miasto kontrastów
Po długiej przechadzce, w końcu dotarliśmy do miejsca, w którym nocowaliśmy. Zostawiliśmy bagaże, ogarnęliśmy się i postanowiliśmy odwiedzić BunkArt oraz wjechać na górę Dajti. Perspektywa kolejnych 10 kilometrów na nogach nie była kusząca, no ale w końcu przyjechaliśmy zwiedzać, a nie spać.Im bardziej oddalaliśmy się od centrum, tym bardziej było widać jak duże kontrasty są w Tiranie. Po jednej stronie ulicy znajdują się bary i restauracje, po drugiej niemalże slumsy, z łódkami na dachach. Samochody jakie widuje się na ulicach to głównie Mercedesy klasy S. Ludzie wyglądają średnio przyjemnie, na pewno nie jest to miasto, w którym człowiek czuje się bezpiecznie.
W końcu jednak dotarliśmy do upragnionego BunkArt'u. Jeżeli planujecie odwiedzić zarówno BunkArt jak i górę Dajti, koniecznie zapytajcie o bilet łączony! Taki bilet kosztuje 1100 ALL, co pozwala sporo zaoszczędzić.
![]() |
| Tunel prowadzący do BunkArt'u |
Góra Dajti
Chyba jedna z większych atrakcji Tirany. Podróż kolejką na szczyt zajmuje 20 minut, a widoki są prześliczne. Na samej górze znajduje się również bar, który obraca się wokół własnej osi.![]() |
| Zachodzące słońce widziane z góry Dajti |
Oczekiwania kontra rzeczywistość
Tak w skrócie można powiedzieć o Tiranie. Już pierwszego dnia, przekonaliśmy się, że nie ma tam wiele do zobaczenia. Dlatego w dzień drugi spaliśmy do oporu, żeby nie musieć zapychać sobie go na siłę. Niewiele to dało. Jeżeli wybieracie się do Tirany - jeden dzień od rana do wieczora w zupełności wystarczy! Wyruszyliśmy chwilę przed południem. Odwiedziliśmy muzea - BunkArt2 oraz House of Leaves (muzeum szpiegów), a także przeszliśmy jeszcze raz przez główny plac Tirany, po drodze oglądając piramidę. Później poszliśmy na spacer po dzielnicy, gdzie znajduje się dom Envera Hodży i do parku dla zabicia czasu. Ta ostatnia przechadzka była najprzyjemniejsza z całego pobytu. Great Park of Tirana przypomina nieco węgierską wyspę św. Małgorzaty. Chodząc ścieżkami pomiędzy drzewami można chociaż na chwilę zapomnieć, że znajdujemy się w tym niezbyt pięknym mieście.![]() |
| Piramida Envera Hodży - oczekiwania vs. rzeczywistość |
I don't love Tirana
Żadne miasto nigdy nie podziałało na mnie tak, że od razu chciałam z niego wyjechać. Żadne oprócz Tirany. Ostatniego dnia spakowaliśmy się, zgarnęliśmy po drodze burek i ruszyliśmy na dworzec. Nawet wyjazd z tego miasta nie należał do przyjemnych - przez połowę drogi lało jak z cebra. Do naszego dworca dotarliśmy przemoczeni do suchej nitki. Na szczęście autobus do Durres był już prawie pełny, więc nie musieliśmy długo czekać.| Napis "I ♥ Tirana" w parku Rinia |
Morze nie jest niebieskie, plaże nie są piaszczyste
Po przyjeździe do Durres mieliśmy jeszcze ponad dwie godziny do autobusu powrotnego. Przeszliśmy się więc w kierunku portu, żeby chociaż trochę wyschnąć i wróciliśmy do bardziej "turystycznej" części miasta, z której mieliśmy wrócić do Ohridu. Durres prezentuje się nieco lepiej niż Tirana, przede wszystkim ze względu na swoje nadmorskie położenie. Niemniej jednak nie jest to wymarzone miejsce na spędzenie wakacji. Może to tylko moje wrażenie, ale morze wydaje się brudne, a plaże bardziej przypominają muł niż piasek. Na plaży spędziliśmy tylko tyle czasu, ile było konieczne, żeby zrobić kilka zdjęć, czyli jakieś trzy minuty.| Port w Durres |




0 komentarze