Zamieniam jezioro na morze
września 15, 2017Po półtora tygodnia spędzonym w Ohridzie przyznam szczerze, że zaczynało mnie powoli nużyć spędzanie każdego dnia nad jeziorem. Jednym z moich celów wyjazdu na praktykę były podróże. Dlatego wraz z dwójką znajomych z Bitoli (miasta położonego 70 km od Ohridu) postanowiliśmy wybrać się na weekend do Grecji. Naszym celem była Paralia - miasteczko położone u stóp Góry Olimp.
Do Paralii dostaliśmy się autobusem zorganizowanym przez agencję turystyczną z Bitoli (20 euro od osoby w dwie strony). Nasza podróż zaczęła się o 5 rano i trwała 4h. Patrząc na mapę mogłoby się wydawać, że powinno być dużo krócej, jednak biorąc pod uwagę około 50 osób, które muszą przejść kontrolę paszportową na granicy, jest to jak najbardziej zrozumiałe. Jeżeli wybieracie się gdzieś z macedońską agencją turystyczną, warto pamiętać o zabraniu paszportu, ponieważ niektóre agencje o wymagają.
Na miejsce dotarliśmy o godzinie 10 rano (w Grecji przesuwamy zegarki do przodu o jedną godzinę). Pierwsze za co się zabraliśmy to szukanie noclegu. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy już przy drugim podejściu znaleźliśmy pokój trzyosobowy z łazienką, kuchnią i balkonem za 13 euro/noc za osobę. Dodatkowo od plaży dzieliły nas zaledwie 3 minuty drogi.
| Paralia |
Morze, plaża i drinki z palemką
Paralia to miejscowość typowo wypoczynkowa. W porównaniu do kamienistych plaż i chłodnego już pod koniec sierpnia jeziora, piasek i morze były rajem na ziemi. Podobnie jak w Ohridzie, wystarczy, że coś zamówimy (polecam Frappe!) i możemy cieszyć się wygodnym leżaczkiem, parasolem i WiFi cały dzień.Na ulicach znajdziemy głównie sklepy czy też bardziej stoiska z pamiątkami, futrami, skórami, ubraniami. Właściwie ze wszystkim, bo za 2 euro w tym samym sklepie możemy kupić zarówno bluzkę jak i silikon czy baterie.
Jeśli chodzi o jedzenie, dominują głównie fast-food'y, w których my (polaczki biedaczki) jedliśmy najczęściej gyros z sosem tzatziki, który kosztował 2-2.2 euro.

0 komentarze